Press "Enter" to skip to content

Cyrkowa Pasja: Jak Festiwal Żonglowania w Portland Zyskał Popularność

Źródło obrazu:https://www.portlandmercury.com/photo-essay/2025/10/03/48055799/photo-essay-the-gathering-of-the-jugglers

Podczas Festiwalu Żonglowania w Portland w ostatni weekend, oglądając tłumy ludzi wymachujących kijami wobec siebie, można się zastanawiać, jak to się stało, że Reed College, ekskluzywna uczelnia liberalna ukryta w dzielnicy Woodstock w południowo-wschodnim Portland, stała się miejscem docelowym dla żonglerów i innych artystów cyrkowych.

To nie jest zupełnie jasne.

Najlepiej udało mi się to zrozumieć następująco: w latach 80. Stuart Celarier, student Reed, który zaczął żonglować po przeczytaniu książki „Żonglowanie dla początkujących”, uczęszczał na kurs żonglowania na uczelni w ramach wymogu WF.

Po uzyskaniu kredytu, kontynuował zajęcia tydzień po tygodniu, tylko dlatego, że uznał, że to jest zabawne i chciał rozwijać swoje umiejętności.

Klasy, które odbywają się w każdą środę o 19:00 w gimnazjum Reed, obecnie pod kierownictwem Celariera, są dziwnym hibridem klasy publicznej i akademickiej, w której studenci biorą kurs za punkty kredytowe, ale także członkowie społeczności żonglerskiej przychodzą co tydzień, aby się uczyć, ćwiczyć, rozmawiać i testować nowe rutyny.

W 1992 roku, „mieliśmy wielu świetnych żonglerów, spotykaliśmy się w środy i żonglowaliśmy, ale nie tworzyliśmy naprawdę wspólnoty”, mówi Celarier, który może przyjąć tytuł stworzenia Festiwalu Żonglowania w Portland, jeśli zostanie o to zapytany, ale szybko ustępuje miejsca tym, którzy żonglowali i organizowali z nim w ciągu tych lat.

„Chciałem, aby się to wydarzyło. To nie chodziło tylko o zorganizowanie festiwalu, to chodziło o to, aby Portland wzięło się w garść i stało się gospodarzami. Byłem dyrektorem festiwalu przez trzy lub cztery lata i upewniłem się, że przekazałem to komuś innemu.”

„Mieliśmy kilku świetnych profesjonalnych żonglerów w rejonie Portland, ale festiwal naprawdę to zainspirował, wystrzeliwując go na rakietowym paliwie. Byli ludzie, których zapraszaliśmy na festiwal, którzy później przeprowadzili się do Portland, ponieważ jest tu wspaniała społeczność żonglerska.”

Festiwal, którego 33. edycja odbyła się w zeszły weekend, to dwa wydarzenia w jednym.

Pierwsze, na które kupuje się bilety, to dwugodzinny pokaz w audytorium Reed, który prezentował występy artystów cyrkowych z Portland i innych miejsc.

Na scenie: performerzy wirujący hula-hopami z Miami i Portland, lokalny żongler kontaktowy noszący garnitur pokryty oczkami, akt oparty na pałeczce, który był połączeniem sztuk cyrkowych i inżynieryjnego wyzwania, clowni, magia, klasyczny akt z użyciem świecących cięciw, spacer z żadnym ostrzem, lokalny facet w codziennym stroju żonglujący wieloma piłkami na raz (tłum, wypełniony innymi lokalnymi artystami cyrkowymi, oszalał na widok swojego towarzysza), oraz facet z ogromną yoyą.

Wszystko było pełne, występy były znakomite, a wszyscy świetnie się bawili.

Drugie wydarzenie było bardziej nieuchwytne.

W skrócie, festiwal wynajął samochód z tamales, zorganizował szereg warsztatów, zebrał zgody, a osoby z całego kraju po prostu… wędrowały po gimnazjum Reed i żonglowały przez cały weekend.

Sesja sobotnia zaczęła się o 10:00 i trwała do 2:00 w niedzielny poranek.

Setki osób pracowały nad swoimi umiejętnościami, same, w grupach, w parach lub na warsztatach, przez długie godziny.

Przeskanowałem twarze żonglerów, aby zobaczyć, co czują.

Gdybym to ja, bawiąc się piłkami przez chwilę, a potem je upuszczając, czułbym frustrację.

Jednak ci żonglerzy zdawali się być w porządku.

Wręcz spokojni.

Część procesu, kontynuuj.

Pewien młody mężczyzna nosił koszulkę z mottem dla praktykujących żonglerów: „TYLKO RAZ JESZCZE, ALE LEPIEJ.”

TJ Carlson, obecny dyrektor festiwalu, podkreśla nieskończoną walkę, jaką żonglowanie wywołuje u swoich entuzjastów.

„Fajnie jest, bo niezależnie od tego, jak dobry się stajesz, zawsze możesz stać się lepszy.

Są więcej piłek, więcej sztuczek, więcej wzorów przekazywania.

Ludzie zawsze chętnie uczą, co wiedzą, nie próbujemy trzymać tajemnic, chcemy rozpowszechniać wiedzę, pokazać, co działa.”

„Wchodzisz w stan umysłu, który jest po prostu zrelaksowany, spokojny, szczęśliwy” – mówi.

Czy stresowanie się sztuczkami utrudnia? pytam.

„Nie sądzę, że większość ludzi stresuje się tym, bo traktujemy to jak wyzwanie.

Uczenie się nowego triku czasami zajmuje lata.

Czasami udaje się od razu, ale zawsze jest to pytanie: ‘jak mogę się poprawić? Jakie podstawowe rzeczy, jakie inne wzory muszę poznać, zanim nauczę się tego wzoru. Jak mogę do tego dotrzeć?’”

Rozmawiając z większością żonglerów podczas wydarzenia, żonglowanie ukazuje się jako coś w rodzaju stanu przepływu.

Karen Zink, żonglerka, jeździcc dosługo, i chirurg z Portland, stała się obsesyjnie zainteresowana jeźdzeniem na jednokołowcu w wieku trzech lat, kiedy performer wybrał ją z publiczności i przejechał na jednokołowcu z nią na ramionach.

To z pewnością przeraziłoby mnie na śmierć, ale Zink była zachwycona.

„Duża część to połączenie z innymi ludźmi i bycie towarzyskim” – mówi Zink, „ale to, co niesamowite w żonglowaniu czy jeździe na jednokołowcu, to że możesz rozmawiać z ludźmi i dobrze się bawić, ale musisz też poświęcić na to dużo uwagi – w taki sposób, że naprawdę nie możesz myśleć o innych sprawach w życiu, gdy żonglujesz lub jeździsz na jednokołowcu.

Nie możesz skupiać się na karierze, domowych sprawach, czy „muszę zrobić pranie”. Musisz być skupiony na tym, co robisz w danym momencie.

To miłe, ponieważ w tak wiele rzeczy, które robimy w nowoczesnym świecie, zawsze próbujemy multitaskować.

Natomiast żonglowanie i jeżdżenie na jednokołowcu zajmuje na tyle dużo energii mózgowej, że musisz być obecny w tym momencie, inaczej tego nie zrobisz.”

Zadałem Zink pytanie, czy skuteczne przeprowadzanie operacji, podczas gdy to również jest staranny proces, w którym życie całe życie prowadzi do decydujących momentów, wymaga tego samego stanu umysłu.

Nie wahała się.

„Tak”, mówi zdecydowanie. „Kiedy jestem w trakcie wykonywania operacji, jestem skoncentrowana na tym.

Mogę prowadzić rozmowy i rozmawiać z ludźmi, ale nie mogę myśleć o niczym innym, ponieważ jestem po prostu tam, robiąc to, co robię.

To jedna z tych rzeczy, w których musisz ćwiczyć, aby osiągnąć dobry poziom umiejętności.

To może być trochę bardziej w kontekście życia i śmierci.”

„Spokój.

Pokój.

Pokojowo.” – mówi Riel Gold, żongler kontaktowy (żonglowanie bez rzucania, gdzie przesuwasz piłki i inne rzeczy po swoim ciele) z Portland, który wystąpił w sobotnim pokazie, kiedy pytam o idealny stan umysłu na występ.

Gold został wprowadzony w żonglerkę kontaktową po obejrzeniu filmu „Labirynt”, gdzie profesjonalny żongler grał ręce Davida Bowie.

Podczas długiej zimy w Nowej Anglii, podjęli decyzję i kupili sprzęt, ucząc się dzień po dniu, stawiając czoła monotonię w dążeniu do osiągnięcia wiedzy.

„Zrelaksowany, ale także odporny” – mówią.

„Mój styl występów jest spokojniejszy, piękniejszy, polega bardziej na iluzjach niż na dużych sztuczkach żonglerskich.

Wymaga to dużo oddechu, odwagi i ładnych rzeczy.”

Występ Zink jest niemymi, z podkładem dźwiękowym.

Ich twarz, która na scenie nosi elegancki wąs, jest zakryta maską, a ich ciało ozdobione jest googlami.

Ta ciemność reprezentuje strefę, w której ich skupienie może rozkwitać, ale nie wszyscy egzemplarze żyją w tej strefie.

Niektórzy z aktów angażują się w dialog z publicznością, trzymając swędzenie nadanalizy z daleka, wykonując jednocześnie inne działania praktyczne. Cokolwiek działa.

Jeden z naszych artystów nie przyznaje się do dążenia do pokoju, kiedy pytam, co ma na myśli, podczas gdy żongluje.

„Nie pokrzywdzić się.” – odpowiada Jay Gilligan, żongler z siedzibą w Szwecji, który był głównym wykonawcą w sobotę, a także wystąpił na pierwszym festiwalu żonglowania w Portland w 1992 roku, kiedy pytam, co mu chodzi po głowie, gdy żongluje.

Gilligan jest profesjonalnym żonglerem od nastoletnich lat, występował z Cirque Du Soleil oraz w solowym występie na Broadwayu.

„Żonglowanie jest trudne i nigdy nie staje się łatwiejsze.” – mówi.

„Żongluję od 40 lat i za każdym razem jest to trudne.

To frustrujące.

Myślałbyś, że powinno być jakieś krzywe uczenia się, gdzie, po 25 latach, ono jest na miejscu, mogę zaufać.

Tak nigdy nie jest.”

Gilligan po przyjęciu głębszego spojrzenia na swoje początki artystyczne, przedstawił bardziej dziwną, osobliwą historię.

„Kiedy byłem w przedszkolu, najmłodszy żongler jednokołowy na świecie był w mojej klasie.

Uznałem, że to fajne,” mówi.

„W pewnym momencie wrócił do mnie koleżanka z wyprzedaży garażowej, kupił jednokołowiec.

Był częścią 4H, które hodowało świnie lub krowy, czy coś w tym stylu.

Wziął jednokołowiec na jedno ze spotkań, a wszystkie dzieci chciały na nim jeździć.

Więc jedna kobieta powiedziała: ‘O, może to może być projekt 4H’, więc przez około 30 lat prowadzili klasę jednokołowców w północno-zachodniej Ohio.

Więc nauczyłem się jeździć na jednokołowcu dzięki tej organizacji.

A kiedy jeździsz na jednokołowcu, co zrobisz swoimi rękami? Więc nauczyłem się żonglować.”

W wieku ośmiu lat Gilligan występował na wydarzeniach społecznościowych.

W wieku dziewięciu lat podróżował po stanie, a później po całym kraju, zyskując regularność w teraz nieistniejącym Hacienda Resort w Las Vegas.

„Byłem obsesyjny”, mówi, gdy pytam, skąd zdobył koncentrację, by zostać profesjonalnym żonglerem zanim ukończył szkołę średnią.

„Nie wiem, dlaczego.

Po prostu w przedszkolu, przyglądając się kołu jednokołowca, myślałem ‘O, koła są takie fajne, fascynuje mnie koło’, ale gdy tylko nauczyłem się, po prostu nie przestałem.

To były wczesne lata 80. – nie było Internetu, mieszkam na farmie w Ohio, więc było to doskonały sposób na spędzenie czasu. Po prostu sprawiało mi to frajdę.

Wciąż sprawia.”

„Myślę, że żonglowanie to najtrudniejsze, bezwzględne coś, co można wystawiać na scenie.” – kontynuuje Gilligan.

„Niektórzy mogą argumentować, że to akrobatyka, gdzie można spaść i złamać sobie kark, i to grozi w rzadkich okolicznościach.

Ogólnie rzecz biorąc, rzeczywistość ma większy margines błędu w akrobatyce niż myślisz.”

W końcu całe to dyscyplina opiera się na nieupadaniu i łamaniu karku.

Ale w żonglowaniu, eliminacja życia i śmierci z równania powoduje, że jest to bardziej głodne sztuka.

„W żonglowaniu masz ułamki sekundy na złapanie wszystkich rzeczy i nie możesz tego naprawdę zmienić.

Nie mogę mieć większych rąk, nie mogę spowolnić grawitacji.

Jesteś przypięty do zadania.

To nie znaczy, że cierpię, to nie znaczy, że nie czerpię przyjemności, ale kiedy występuję, po prostu myślę: ‘Nie powinienem tego zepsuć. To moja praca.’

Wieczność w tej sztuce dała Gilliganowi okazję do przemyślenia żonglowania w sposób odwrócony.

„Jest jeszcze inny aspekt, dla mnie,” mówi Gilligan, „gdzie to jest, jaka jest definicja sukcesu?

Miałem show kilka lat temu, w którym bawiłem się z językiem.

Normalnie sukces pokazu żonglerskiego lub aktu opiera się na liczbie razy, ile razy upadniesz.

Im mniej upadków, tym lepiej.

Jeśli upuszczam nic, jestem dobry. Jeśli upuszczam raz, jest w porządku, dwa razy, trzy razy i tak dalej… to jest sposób, w jaki ludzie coś oceniają.

Zastanawiałem się, czy nie byłoby bardziej zabawne, zamiast liczyć, ile razy upadam, świętować, ile razy łapię coś?

To dosłownie, jak tysiące razy, a wciąż można mieć jeden błąd, gdy ludzie mówią ‘wiesz, nie byli aż tak dobrzy’.

Próbowałem zdefiniować, co oznacza sukces w swoim wykonaniu.”

„Tradycyjne podejście polega na tym, że muszę być lepszy od ciebie” – mówi Gilligan. „W tradycyjnym cyrku wybierasz kogoś na scenę i mówisz ‘Zamierzam żonglować pięcioma kulkami, a powód, dla którego powinieneś mnie oglądać, to, że ty nie możesz.’

Znalazłem tę rozmowę z publicznością bardzo ograniczoną.

To jest krótka gra dla mnie.

Wychodzę na scenę i mówię ‘Mogę żonglować, ty nie możesz, więc jestem niesamowity’, więc żongluję trzema kulkami.

Potem ty mówisz ‘Rób cztery!’, a ja mówię ‘Ha-ha, żartuję, bo tak dobrze żongluję czterema kulkami.’

Potem mówisz, rób pięć, ja robię pięć, ty sześć, ja sześć.

Zawsze możesz krzyczeć jeden więcej niż potrafię zrobić.

Publiczność zawsze wygrywa tę dynamikę mocy.”

Obserwając występ Gilligana po rozmowie o tym wszystkim, można dostrzec, co ma na myśli.

Jego set, który trwał około dwudziestu minut, opierał się na użyciu małego samplera, który miał z tyłu sceny, w którym osobiście przesuwał muzykę między różnymi miękkimi konstrukcjach techno na żywo.

Jego wiele klubów i piłek, w różnych rozmiarach i kolorach, niektóre wykonane z przędzy, były ustawione na brzegu sceny, w porządku i gotowe do występu.

Jednak, gdy przeszedł dalej, kluby i rozwinięta przędza spadły na scenę, były porozrzucane, koncepcja żonglowania narastała przed publicznością.

Podczas gdy każdy z innych performerów, nadal pracując nad doskonaleniem swojego rzemiosła, prowadził do impresjonującą rozgrywkę, Gilligan niestrudzenie ujawniał zagięcia w swojej sztuce, pozwalając na błędy i bałagan narastać wokół siebie, transcendując perfekcję, której ta forma wymaga.

„Czuję, że to, co robię, jest sztuką, że jestem artystą,” mówi.

„Nie mogę słowami ująć tego, co wyrażam, gdyż gdybym mogliby napisałbym, albo zaśpiewałbym, czy opowiadałbym historię.

Żongluję jako środek wyrazu.”

„Ale nienawidzę upadać.

To denerwujące.”

Comments are closed.